O przeklętej pracy marzeń

Witajcie,

kcyang688:“John Sandoe (Books) Ltdjo.rodgers@me.com”

Zawsze czytałam. Każdy pamięta mnie z książką za dzieciaka. Później etap szkoły to też te książki były, chociaż to nie były lektury, aż w pewnym okresie życia, po prostu przestałam.

Znalazłam tymczasowe zatrudnienie w jednej z popularnych księgarni w Polsce. Idealne zajęcie dla studenta. Korporacja, jednakowe uniformy i wszechobecny zapach książek… i czym tu się martwić?

We wrześniu 2016 roku znalazłam pracę. Wiecie, ostatni rok studiów to coś by się przydało zacząć myśleć o CV, a praca z ludźmi zawsze dobrze wygląda. Tak więc… znalazłam pracę. Praca między książkami, dyskusje z klientami! Żyć nie umierać! Tak było. Na początku. Do tego wszystkiego dostęp do obszernych zbiorów nowości (często przedpremierowo), rabaty pracownicze, wiedza jakie promocje nadchodzą – często nawet do miesiąca. Możliwość pomocy klientom w znalezieniu super książki na długie wieczory, na urlop, na prezent itp. itd. Często zaskakiwani tytułami jakie wyciągałam z rękawa szli prosto do kasy. I co z tego?

To wyobraźcie sobie moment, że nagle orientujecie się iż staje się to waszą rutyną. Proponujecie te same pozycje bez zastanowienia bo wiecie, że sprawdzone. Klient zadowolony pójdzie do kasy i kupi – a ty nic z tego nie masz, to po co się starać? Przestajecie zaglądać za lekturami dla siebie, a zapach książek zaczyna się kojarzyć z męczącą pracą. Dostajecie kolejne książki w dostawach i układacie, jedne na półki, inne na magazyn, kolejny raz ustawiacie alfabet na regałach, bo przecież ludzie nie patrzą na to ile czasu zajmuje ułożenie książek tak, żeby regionalna się nie czepiała. Bycie miłym dla każdego klienta i wmawianie, że najgorsza książka jaką znacie jest cudem świata… i wszystko to ze świadomością, że okłamujecie, ale co z tego? Instrukcja tak nakazuje, to tak robisz.

Jakoś po miesiącu przestałam sięgać po książki, jakoś tak pod koniec zimy postanowiłam spakować moją biblioteczkę w kartony i schować… dlaczego? Bo nie mogłam już patrzeć na książki! Wszędzie książki… Książki nie były już rozrywką, a przekleństwem.

Miałam ochotę czytać, bo czułam się jakaś taka głupia i pusta. Jednocześnie nieważne po jaką książkę sięgałam zawsze kończyło się to w połowie strony bo jakoś oczy mnie bolą, jestem zmęczona, głowa mnie boli, za późno wróciłam, wciskałam (dosłownie) tą książkę w zeszłym tygodniu… z każdym dniem miałam kolejne wymówki.

Widziałam premiery książek, na które czekałam, książek moich ulubionych autorów, książek które wiedziałam komu się spodobają. Nie zwracałam jednak na to uwagi… Nie chciałam nawet patrzeć na nie. Bo, po co? I tak nie przeczytam, a jak będę musiała to dostanę informacje o czym to jest, więc bez problemu je sprzedam.

Ludzie nie zachowywali się tak, żeby w jakiś sposób poprawić mi zdanie na temat pracy między książkami. Wymagali ode mnie (nas) znajomości dosłownie każdej książki jaką miałam na sklepie, a nawet tych wydanych przed moimi narodzinami. Oczywiście nawet nie wiedziałam co mam w regałach, no bo skąd? Dostawaliśmy kilka kontenerów dziennie, do tego musieliśmy pakować towar do zwrotów na magazyn główny… Asortyment na sklepie zmieniał się każdego dnia, to co jest dzisiaj niekoniecznie będzie jutro. Oczywiście klienta nie interesuje, że np. nie lubicie kryminału albo jakiegoś autora. Masz znać i koniec, masz mi powiedzieć o czym to jest i dlaczego jest takie drogie? I weź tu człowieku wytłumacz takiemu, że to po pierwsze nie Twój dział, a fakt, że nie lubisz tego autora to największa tragedia i podstawia do zwolnienia Cię z pracy! Tak, ludzie skarżą się kierownikom, że nie orientujesz się co dokładnie jest u Ciebie w sklepie… bo w końcu jest na świecie tak mało książek i autorów, że na pewno będziesz znała każdą i każdego z nich.

Książka przestała nagle nieść za sobą coś ciekawego, zaczęła kojarzyć się z pracą. Tylko z pracą.

Tak więc po tym jak pracowałam tam pół roku i postanowiłam spakować wszystkie moje książki i gdy jakiś miesiąc później miałam już kartony przygotowane, poszłam do pracy jak każdego dnia… i się zwolniłam. Tak po prostu, bezmyślnie. Złożyłam wypowiedzenie.

Stwierdziłam, że zamiast tej przeklętej pracy moich marzeń, gdzie miałam pracować między tym co uwielbiałam wolę znaleźć nową pracę i znowu pokochać książki na nowo!

Tak w ramach wyjaśnień. Znal ludzi pracujących w księgarniach i czytających więcej niż wcześniej. Podziwiam ich! Ja bym tak nie mogła ;).

Tak też zrobiłam, jeszcze kilka razy. Od czasu tej księgarni zmieniłam pracodawcę łącznie 3 razy i wiecie co? W końcu jest bardzo dobrze, bo wiadomo, że zawsze mogło być lepiej.

Grafika użyta na początku wpisu została znaleziona na Pinterest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s